Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dekoracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dekoracje. Pokaż wszystkie posty

Prezenty na Dzień Dziecka

Dzień Dziecka tuż tuż dlatego tym, którzy nie wiedzą co sprawić swoim maluchom polecam poduszki, które poczyniłam specjalnie z myślą o najmłodszych. Nie tylko będą świetną ozdobą dziecięcych pokoi, ale także doskonałą przytulanką i praktycznym gadżetem w domu lub w podróży.












Bułki pszenne domowej roboty

W dzisiejszym wpisie będzie bohaterów dwóch :-) Oba handmade i oba w sercu domu- kuchni. Zaciekawieni?


Jednym z powodów, dla których kocham wieś jest masa inspiracji i miejsca do tworzenia [czyt. bałaganienia]. Stodoła to cudowne miejsce, pełne wszelkiej maści szpargałów gotowych do przerobienia. Ostatnio wpadła mi w ręce stara deska, naprawdę brzydka, pełna zadziorów i spękań. Idealna do wypróbowania mojej nowej elektrycznej szlifierki. Nadałam więc desce drugie życie, wycinając z niej fragment w kształcie bakłażana. Pracy było co nie miara, ale to, co się ukazało moim oczom było warte wysiłku. Pod popielatą i zniszczoną warstwą kryło się jaśniutkie drewno z pięknie zarysowanymi słojami. Kiedy już cała kotłownia była w pyle i wiórach uznałam dzieło za skończone. W ten sposób powstała moja nowa deska do krojenia o oryginalnym kształcie i pięknym kolorze.

Nawet nasunęła mi się taka metafora, że przecież z nami jest podobnie. Niektórzy ludzie na pozór szorstcy i brzydcy okazują się być w środku całkiem ładni i przyjaźni, jeśli tylko poświęci się odpowiednią ilość czasu i cierpliwości by zedrzeć tę brzydką skorupę :-)



Drugim bohaterem dzisiejszego wpisu będą widoczne na zdjęciach pszenne bułeczki. Moje odkrycie ostatniego tygodnia! Chleb pieczemy w domu nie od dziś. Zawsze z tego samego przepisu. Bardzo go lubimy, dodajemy różne ziarna i ciemną mąkę. Ot, żeby było zdrowo i smacznie. Ale mi tym razem zachciało się zwykłej białej bułki pszennej, takiej jak ze sklepu. Oczywiście mogłam iść i sobie kupić, ale że do najbliższego sklepu mam ze 2 kilometry, zwyczajnie mi się nie chciało. Sięgnęłam za to po kilka produktów i stworzyłam własne, przepyszne bułeczki! Może to nieskromne, ale naprawdę były pyszne! Świeże, cieplutkie, puszyste... Chcecie przepis?

♥ 1/5 drożdży (ok 20g)
♥ szklanka ciepłej wody
♥ szklanka mleka
♥ ok. 4 szklanki mąki
♥ łyżka masła
♥ łyżeczka cukru
♥ 2 łyżeczki soli

To co dla mnie było nowością, to mleko i masło. Może właśnie dzięki temu były takie delikatne i puszyste?
Ciasto zarabiamy jak każde drożdżowe- najpierw rozpuszczamy drożdże z cukrem i ciepłą wodą. Następnie dodajemy masło (mieszamy aż się rozpuści), dolewamy mleko. Dodajemy sól i mąkę. Nie jestem pewna czy mąki dałam 4 czy 5 szklanek, dosypywałam "na oko" aż ciasto ładnie odchodziło od ręki. Wyrabiamy kilka minut na gładką masę i odstawiamy na godzinę w ciepłe miejsce przykrywając ściereczką. Formujemy bułeczki (mi wyszło 10 wielkości kajzerki, możecie zrobić większe) i wkładamy do piekarnika. Ustawiamy 180'C, góra-dół + dmuchawa na około 30min.
Gotowe! ♥
Być może to nie najzdrowsze pieczywo, ale raz za czas można się skusić na białe, a domowej roboty przynajmniej jest bez chemii i konserwantów :-) Polecam wam serdecznie!





Zaklinam wiosnę- wianki Wielkanocne

Czy wy też czujecie w powietrzu wiosnę? Powiem wam, że na wsi wiosna nabiera zupełnie innego wymiaru. Co rano z lasu dobiegają nas ćwiergoty ptaków, młode sarny bodą się na polu pod oknami walcząc o jakąś ślicznotkę; tuż obok bażant wychyla głowę znad trawy, by przyjrzeć się całemu widowisku. Czujemy się częścią tego  pięknego świata natury, który przeciąga się leniwie po zimowym wypoczynku. Czas wstawać! Koniec lenistwa! Nawet ja, największy śpioch świata spędzam coraz więcej czasu na dworze, łapiąc pierwsze ciepłe promyki słońca i chłonąc pachnący wiatr. Z tego wszystkiego dostałam natchnienia! Oderwałam męża od pracy i poszliśmy do lasu po naręcze gałęzi. Zgodnie z zamiarem powstało z nich sporych rozmiarów gniazdo do sesji noworodkowych. Kiedy dzieło było na ukończeniu odwiedziła nas sąsiadka, która zasugerowała, że też by takie chciała. Podchwyciłam temat i zaraz z resztek gałązek zaplotłam dwa mniejsze wianki. Jeszcze tego samego dnia powstały stroiki świąteczne- jeden do powieszenia na drzwi, drugi na stół. Można by rzec, że to w zasadzie coś z niczego- bo wykorzystałam resztki przeróżnych materiałów, które walały mi się po domu. W ten sposób pozbyłam się sztucznych kwiatków, listków, koralików, piórek itp. Wyszły z nich ozdoby tryskające kolorem i wiosną. Mam nadzieję, że sąsiadce umilą czas przygotowań i przybliżą święta. :-) Ale żeby tego było mało wieczorem uznałam, że do mojego gniazdka pasowała by czapeczka sówka. Wynalazłam więc karton z wełnami i przed spaniem wydziergałam sobie taką. To był naprawdę pracowity dzień. Ale bez dwóch zdań słońce dodaje energii. Ja już snuję plany na następne twory, a wy tymczasem zerknijcie na moje wiosenne dzieła. :-)








Życzę wam wiosny w sercach i na dworze. Mam nadzieję, że zagości już u nas na dobre :-)

Rękodzieło a działalność gospodarcza?

Taka mnie dzisiaj naszła refleksja... Siedziałam cały wieczór i tworzyłam. Zrobiłam kilka świeczek, parę ilustracji, obrobiłam kilka zdjęć z ostatniej sesji. Dzień jak co dzień, poza tym, że w soboty nie pracuję. To mój dzień odpoczynku, przynajmniej do wieczora. Ale każdego dnia od rana do wieczora tworzę. Z przerwą na wyjście z psem i ugotowaniem obiadu ;) Jako tako pracy nie mam- w urzędzie pracy niewiele mają do zaoferowania, z moim wykształceniem to ogólnie ciężko o satysfakcjonującą pracę. Szukam więc po internecie i ręce załamuję... Nawet przeszło mi przez myśl wysłanie cv do Merkury Marketu, szukają kasjera. I choć myślałam, że to praca poniżej moich kwalifikacji i oczekiwań okazało się, że jest przeciwnie- to ja nie spełniam wymogów, ponieważ brakuje mi orzeczenia o niepełnosprawności...
I tak mnie to zdołowało- dlaczego nie mogę zarabiać na tym co kocham? Dlaczego tworzenie od rana do wieczora nie może być moją pracą? Dlaczego nie mogę dawać radości ludziom spoza grona najbliższych znajomych i rodziny... Czemu tak trudno jest założyć firmę (a raczej utrzymać ją), zdobyć klientów, rozreklamować się. Cholerne zusy zeżrą całą pensję, a ja będę w tym samym miejscu co teraz tylko siwych włosów mi przybędzie.. Czy to nie straszne? Ilu z was tak ma? Kto z was pracuje (albo pracował) w jakichś durnych korporacjach za najniższą krajową i nie czerpie satysfakcji ze swojej pracy? W końcu w pracy spędzamy aż 1/3 życia! Czy nie jest to wystarczający powód by była ona jednocześnie przyjemnością?
Ale żeby nie smęcić- proszę was o poradę. Naprawdę poważnie zastanawiam się nad zaryzykowaniem i otworzeniem firmy. Nie chcę sprzedawać pokątnie i nie spać po nocach w obawie przed skarbówką. Ale chcę też zrobić to z głową i dobrym biznesplanem, tak żebym to wszystko ogarnęła i wyszła na plusie. Jakie macie doświadczenia w tym temacie? Prowadzicie własną działalność? Może znacie jakieś ciekawe książki, artykuły? Myślicie, że rękodzielnik ma szansę na rynku pracy? Polećcie coś bym utwierdziła się, że warto zaryzykować, albo, żebym wycofała się póki czas :-)

Tymczasem przedstawiam wam efekt pracy z kilku ostatnich wieczorów:
Zegar jest w 100% ręcznie malowany. Bazą jest tarcza zegara z płyty MDF. Do tego grunt malarski i farby akrylowe.







Wianek z krasnalem

Ostatnio zebrało mnie na czerwień. Zawsze lubiłam ten kolor, ale zimą wyjątkowo mnie do niego ciągnie. Myślę, że to dlatego, że pięknie kontrastuje z bielą i zimowymi szarościami, a do tego jest ciepły i ożywczy. Tak czy inaczej tegoroczna zima będzie pod znakiem czerwonych dekoracji.

Pierwszą z nich będzie zimowy krasnal, który wesoło przycupnął na beżowym wianku z dodatkiem złota. Wianek ten był czystą improwizacją. Miałam w głowie jego wyobrażenie, ale realizacja była bardzo chaotyczna- nie miałam planów, nie zrobiłam projektu, wykrojów... po prostu siadłam do maszyny i poszłam na żywioł ;-) Reszta dekoracji będzie w kolejnych postach (niektóre już były na facebooku), a teraz przywitajcie mojego zimowego przyjaciela:






Poduszka ze świnką Peppą

Jeśli ktoś z was ma w rodzinie jakąś trzylatkę, to zapewne wie kim jest świnka Peppa. Julcia jest prawdziwą fanką tej świnki. Miałam zresztą okazję przejść prawdziwy maraton wszystkich odcinków tej bajki :-D W związku z tym nie musiałam długo główkować nad prezentem mikołajkowym. Moje umiejętności szyciowe pozostawiają wiele do życzenia, zwłaszcza, że Mama Julci szyje piękne ubrania! Mimo to zaryzykowałam i stworzyłam poduszkę z bohaterką tej bajki. Mam nadzieję, że prezent będzie trafiony i moja kochana trzylatka będzie miała świnkowe sny na tej podusi ;-)



Myszka Stefania prosto spod igły

Widzieliście? Utworzyłam nowy dział na blogu- spod igły. Będą w nim się znajdowały wszystkie szyciowe dekoracje. To tak słowem wstępu, żeby ułatwić wam szukanie :-)

Dzisiaj chciałam wam przedstawić Stefanię. To nowa przyjaciółka Klary. Mam nadzieję, że będzie im razem dobrze :-) Choć wkrótce zostaną rozdzielone, powędrują do dwóch przyjaciółek, więc jest szansa na częste odwiedziny :-) Jak ja kocham takie projekty! ♥
Zamówienia od serca = realizacja z sercem ♥



 
Pracownia MIŚKOWIEC © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka