Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Po mojemu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Po mojemu. Pokaż wszystkie posty

Fotografie pełne słońca i miłości

Maj to kulminacja wiosny. A wiosna to pora, która napawa mnie szczęściem i optymizmem! Dni są coraz dłuższe, słońca jest więcej, a łąki malują się zielenią i wielobarwnymi kwiatami. Patrząc na otaczający mnie świat nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy szczęściarzami. Niezależnie od tego jaki masz majątek, osiągnięcia, pracę, czy samochód. Masz życie. A to wartość, której nie da się kupić, dostać w prezencie, czy znaleźć na ulicy. Każdego dnia tysiące ludzi walczy o przetrwanie, o życie, o jedzenie, o pracę. Niektórzy śpią na ulicy, inni modlą się o życie swoich dzieci... Nawet jeśli twoje życie odbiega od ideału, trzeba być świadomym wartości jakie dostajemy każdego dnia. Wdzięczność to najkrótsza droga do szczęścia. Jeśli coś cię smuci- wiedz, że kiedyś będzie lepiej. Choć to wyświechtane hasło- czas naprawdę leczy rany. Szczęście to nie coś co spada z nieba, a coś, czego uczymy się każdego dnia. Ja staram się pilnować swoich myśli i nieustannie dostrzegać pozytywy różnych sytuacji. Bo życie nie jest idealne, ale my możemy idealnie się w nim odnaleźć. A wyolbrzymianie szczęścia jest naprawdę cudowne! :-) Życzę wam radości z każdej błahostki, z byle czego. Cieszcie się chwilą, tym co macie, gdzie jesteście, co widzicie. Życie naprawdę jest piękne! :-) Przesyłam wam garść pozytywnych myśli. Zmotywujcie się i postanówcie, że maj będzie miesiącem szczęścia. To najlepsza pora na takie zmiany w myśleniu :-)








Jestem błogosławiona

Jest w życiu wiele ważnych momentów, chwil pięknych, wartych zapamiętania, które za wszelką cenę chcemy zachować w naszej pamięci już na zawsze... Są też takie ulotne, pojawiające się znienacka i znikające gdzieś w natłoku obowiązków. I choć każdy ma swoją księgę magicznych przeżyć ja postanowiłam zapisać tu jedno z nich. Dla siebie, na pamiątkę, by nie zapomnieć już nigdy.


Zaczęło się tydzień temu, w piękny marcowy poranek. Wtulając się w mojego męża i ciesząc z promieni słonecznych przedzierających się przez zasłony poczułam delikatne pukanie. Kto tam? Czy to już? Momentalnie się rozbudziłam i położyłam ręce na brzuchu. Uśmiechnęłam się do samej siebie i zacisnęłam oczy w nadziei, że ta chwila potrwa dłużej. I znowu! Jakby skrzydełka motyla muskały mój brzuch od środka... Witaj kochanie! ♥

Wciągu tego tygodnia nauczyłam się już doskonale rozpoznawać ruchy mojego dziecka. Z każdym dniem są coraz wyraźniejsze. Zaobserwowałam również pory dnia, w których jest szczególnie aktywny. Nie nadaremno nasz stan nazywa się błogosławionym. Właśnie tak się czuję. Jakby każdego dnia dotykał mnie sam Bóg. To niesamowite uczucie nosić w sobie nowe życie, piętnasto-centymetrowego człowieczka, który ma już własną osobowość, charakter i przeznaczenie. A jeszcze piękniejsze jest wiedzieć, że nad jego losem czuwa Bóg, planując dla niego jak najlepszą przyszłość i dbając o jego szczęście.

Chciałabym się delektować każdą chwilą. Nauczyć się żyć beztrosko, zdystansować do rzeczywistości. Tak wiele pięknych chwil nam umyka, tak rzadko doceniamy to co mamy martwiąc się o przyszłość. Odkąd mieszkam na wsi zauważam tyle powodów do radości, do wdzięczności... Każdego ranka budzi mnie śpiew ptaków, w lesie powstają dywany żółtych kwiatów, a ziemia pachnie tak pięknie podczas sadzenia i plewienia... Czeka nas tu dużo pracy, ale jeszcze więcej błogosławieństw. Wystarczy tylko otworzyć oczy i być wdzięcznym. Tak po prostu. :-)

Jak się przeprowadzć i nie zwariować?

To pytanie retoryczne. Chyba nie da się tak... A zwłaszcza jak to jest przeprowadzka życia. Moja mama jest mistrzem organizacji. Od kilku miesięcy zbierała kartony, pakowała wszystko tematycznie, podpisywała... Mimo to nie udało się uniknąć chaosu. On chyba jest nieunikniony, gdy pakuje się majątek zbierany przez ponad 20 lat. Zmiany są w życiu potrzebne, zwłaszcza gdy są tak wymarzone i wyczekiwane. Ale nawet wtedy zmiana otoczenia jest dużym szokiem.


I tak oto ja, urodzona Ślązaczka, mieszkająca w bloku w sąsiedztwie kominów, wdychająca kolorowe powietrze, w ciągu kilku chwil znalazłam się w małym domku na końcu wsi, niemal na końcu świata. Ponad 300 kilometrów od znajomych mi miejsc, utartych dróg i zgorzkniałych sąsiadek. Pod oknami mam sarny, za domem las. Parę kilometrów dalej Bieszczady. Największym centrum handlowym w okolicy jest Biedronka. A średnia wieku mieszkańców 50+. Największą rozrywką jest obserwowanie miejscowych rowerzystów (w słusznym wieku), którzy prawa drogowe znają równie dobrze jak obsługę komputera. Prawdopodobnie nie ma tu nic, co mogło by zainteresować przeciętnego młodego człowieka. Za to jest wszystko to, o czym marzyłam: cisza, spokój, sąsiedztwo przyrody, brak wścibskich staruszek w oknach. Zanim jednak się tu wprowadziliśmy moi rodzice zadbali o komfort mój i męża rozbudowując dom. Dzięki temu zyskaliśmy własne mieszkanie na poddaszu. Za to dom zyskał kupę gruzu wokół i masę rupieci wewnątrz. Ot typowa budowa. Nic dziwnego. Tak to już jest. Teraz tylko musimy doprowadzić to wszystko do ładu. Stąd mój totalny brak czasu na tworzenie i blogowanie. Za to przy pracy znalazłam czas na przemyślenia. To dobry czas i dobre wnioski. Teraz wiem w którym kierunku chcę iść. Albo w którym nie chcę. I w którym chcę rozwijać bloga. Czas na zmiany, tak sądzę.

Od długiego czasu (żeby nie powiedzieć od zawsze) marzyłam by zawodowo tworzyć, prowadzić stronę o mojej małej sztuce, mieć dużo klientów i z tego się utrzymywać. W rzeczywistości, gdy próbowałam tak żyć bardzo się męczyłam. Nigdy nie lubiłam być do niczego przymuszana. Zwłaszcza w temacie tworzenia. Jakiś czas temu przysiadłam do maszyny. Intensywnie pracowałam by powstała kolekcja fartuszków kuchennych, kilka poduszek i zabawek. I wiecie co? Nie jestem z nich zadowolona. Znaczy technicznie rzecz biorąc jestem, powinnam być. Są atrakcyjne, dobrze uszyte. Ale "dla nikogo". Bez emocji. Gdy szyłam kurę, czy myszkę myślałam o konkretnych osobach. Wkładałam w pracę całe swoje serce i emocje. W fartuszki włożyłam umiejętności i zdolności. Kto zrozumie psychikę artysty? :-P Tak czy siak może ja po prostu nie nadaję się do takiej roboty? Nienawidzę powielać. Wszystko co robię jest jedyne w swoim rodzaju i dla kogoś. Nie lubię szyć takich samych rzeczy i "dla nikogo". Być może to ścieżka kariery, którą nigdy nie podążę. Być może rękodzieło zostanie tylko moją pasją. Ale będzie pasją, która da mi satysfakcję i uśmiech obdarowanym. Chętnie zrobię coś na zamówienie, ale już nie "na zapas". I nie w masowej ilości.

Z tym wiąże się też blogowanie. Wciąż sobie wyrzucałam, że mało piszę, że nie mam co pokazać. Albo, że mam co pokazać, ale nie zrobiłam zdjęć, albo nie mam czasu ich pokazać. Tak jest często, zwłaszcza teraz. Naczytałam się poradników o biznesie blogowym, o tym jak prowadzić fanpage by zdobywać fanów i ruch na stronie. I wiecie co? Guzik mnie to obchodzi! Wolę Was, garstkę czytelników, którzy tu zaglądacie, nawet gdy rzadko piszę, lub nie na temat. I niech tak zostanie :-)

Być może częściej teraz pojawią się tematy tzw lifestylowe, moje przemyślenia, które innych nie muszą obchodzić. Ale nie chcę się już musztrować. Chcę robić to, co podpowiada mi serce, tu i teraz.

Tak więc trzymajcie kciuki za mój niekończący się remont, może nie zwariuję do końca?
A jak zwariuję to przynajmniej sarny będą miały wesoło ;-)

Postanownia noworoczne- jak w nich wytrwać?

Od lat co roku powtarzamy sobie "od jutra zacznę biegać", "od nowego roku przechodzę na dietę", "w tym roku będę się systematycznie uczyć", przeczytam ileś tam książek, coś napiszę, coś zrobię, coś robić przestanę. Przychodzi pierwszy stycznia i z dumą rozpoczynamy naszą walkę ze słabościami. Ilu z was tak naprawdę w nich trwa dłużej niż 2 tygodnie? W tym poście podpowiem wam, co zrobić by uskutecznić nasze postanowienia, nie tylko noworoczne ;)

Po pierwsze: nie czekaj do nowego roku. Jeśli we wrześniu łapiesz się za głowę na widok swojej wagi nie mów od nowego roku/od jutra zacznę dietę. Zacznij ją w tym momencie. Odkładanie w czasie, to tak na prawdę szukanie wymówek. Wiem, że powinienem schudnąć, ale te hamburgery są tak pyszne, że odstawię je innym razem itp. W związku z tym powtarzasz to sobie milion razy, każdego roku, dnia, przed każą imprezą na którą musisz kupić sukienkę. I tak od lat nic się nie zmienia. Bo twój mózg podświadomie to olewa. W tym momencie wcale nie postanawiamy czegoś zrobić tak naprawdę. O wiele skuteczniejsze jest postawienie sobie celu: np do nowego roku schudnę 3 kilo. Jest cel, jest dead line, ale też musi się pojawić natychmiastowe działanie. Wyrzucasz z lodówki kremówki i zapas coli, zakładasz dres i idziesz na siłownię. W tym momencie rozpoczyna się proces działania, który twoja podświadomość chce kontynuować.

Po drugie: precyzuj cele. Stwierdzenie od nowego roku zaczynam się regularnie uczyć jest bardzo ogólnikowe. Znacznie lepiej brzmi każdego dnia poświęcę godzinę na naukę angielskiego. Musisz wiedzieć czego chcesz, a potem wyznaczyć drogę do tego celu. Chcesz nauczyć się angielskiego? Według ludzi mądrzejszych ode mnie do swobodnego porozumiewania się po angielsku wystarczy nam znajomość 2000 słówek. Rozpisz więc plan: 2000 dzielone na 12 miesięcy daje nam 166 słówek miesięcznie. 166:30 dni = w zaokrągleniu 5 słówek dziennie. 5 słówek! Przecież to niewiele! Rozpisz więc sobie plan na każdy dzień, tydzień i miesiąc, a potem konsekwentnie go realizuj.

Po trzecie: niech cele będą realne. Każdy z nas chciałby mieć wszystko na zawołanie: dużo pieniędzy, super figurę, dom, rodzinę itd. Każdy z nas też może to wszystko mieć, ale cuda zdarzają się bardzo rzadko. O wiele bardziej skuteczne jest wytyczenie sobie celów realnych do spełnienia. Jeśli marzysz o wolności finansowej pomyśl co zrobić by mieć wystarczającą ilość pieniędzy by o nich nie myśleć. Zamiast więc mówić chcę być bogaty powiedz chcę w ciągu następnego roku wygenerować zysk na poziomie 8 tysięcy miesięcznie (przykładowo, dla każdego bogactwo ma inną liczbę). Potem uwierz w to, że możesz tyle zarobić, a następnie pomyśl, co możesz zrobić by tyle zarobić. Może uważasz, że należy ci się podwyżka, ale wciąż boisz się podejść do szefa i poprosić? A może prowadzisz firmę, która nie prosperuje tak jak byś chciał? Stwórz więc plan realizacji swojego konkretnego i realnego celu. Jeśli założysz że nagle z zarobków na poziomie minimalnej krajowej przeskoczysz na te rzędu milionów możesz być pewny, że twoje marzenie się nie spełni. Tak samo działają wszelkie inne postanowienia: chcesz schudnąć 30kg? Możesz to zrobić! Ale nie od razu. O wiele lepiej brzmi gdy założysz, że każdego miesiąca będziesz chudnąć 4 kilo. Czy to brzmi lepiej? Przy zdrowej diecie i odrobinie ruchu kilogram tygodniowo to całkiem realne założenie. Ani się obejrzysz a po kilku miesiącach będzie cię mniej o upragnione 30kg.

Po czwarte: przygotuj się do walki. Trudności będą na pewno. To więcej niż pewne! O wiele łatwiej się z nimi uporasz gdy się na nie przygotujesz niż gdy cię zaskoczą. Droga do celu nigdy nie jest usłana różami. Ale jeśli od samego początku założysz, że będą kolce, weźmiesz ze sobą buty. Gdy przyjdzie zwątpienie, niepewność, zniechęcenie będziesz mógł twardo stanąć i powiedzieć: o! w końcu jesteście! czekałem na was. A teraz wybaczcie, mam cel do osiągnięcia. I choćby cały świat stanął przeciwko tobie, nie poddawaj się. Wyciągnij miecz i walcz! Edison przełknął 5000 nieudanych prób nim wynalazł żarówkę! Na koniec stwierdził, że wcale nie popełnił błędów, a jedynie odkrył 5000 sposobów które nie działają.

Po piąte: uwierz w siebie. Jeśli będziesz liczyć na wsparcie innych, możesz się zawieść. Podczas gdy jedni poklepią cię po plecach, inni rzucą kłody pod nogi. A ty będziesz jak chorągiewka na wierze zaliczać góry i doły. Znacznie lepiej jest, gdy wsparcie pochodzi od wewnątrz. Znasz siebie najlepiej, swoje słabe i mocne strony. Możesz więc jak nikt inny zaakceptować siebie, polubić, zaprzyjaźnić się. Doradzaj sobie, wspieraj się, buduj pewność siebie. To da ci poczucie bezpieczeństwa i pomoże działać skuteczniej.

Po szóste: skonsultuj swoje cele z najbliższymi. Znajdź grupę ludzi, których kochasz i którzy kochają ciebie. Możesz im zaufać i liczyć na szczerość. Przedstaw im swoje plany i spytaj o opinię. Co dwie głowy to nie jedna. Może ktoś wpadnie na coś na co sam byś nie wpadł? Albo uchroni cię przed porażką? Pamiętaj jednak by grono twych powierników nie było zbyt duże. Ktoś może wykorzystać twój pomysł i zrealizować go szybciej, lub obrócić przeciwko tobie.

Po siódme: odetnij się od dramatów innych. Dopóki będziesz interesować się życiem innych, nie będziesz w stanie w pełni zadbać o swoje. Przeanalizuj w myślach kto jest dla ciebie ważny. Znajdź też takich, którzy działają jak kule u nogi. Ciągle narzekają, lub wykorzystują cię, a ty z dobrego serca nie umiesz odmówić. Z czasem sytuacja staje się męcząca i nie pozwala ci ruszyć z miejsca. Odetnij się od takich ludzi, uwolnij swój potencjał. Może chcesz rzucić palenie, ale sąsiadka co rano wpada do ciebie na papierosa? A do tego ignoruje twoje prośby by nie palić w twojej obecności? Podziękuj jej za znajomość i ogranicz spotkania do minimum. Jeśli ktoś nie wspiera cię w twoim postanowieniu- nie jest twoim przyjacielem. A ty nie jesteś niewolnikiem, oczyść swoje życie. :-)

Po ósme: zacznij korzystać z kalendarza. To zadanie szczególnie dla mnie. Co roku kupuję kalendarz i co roku leży gdzieś w półce. A potem zapominam zrobić połowę rzeczy, które planowałam. Jeśli masz podobnie- mamy wspólne zadanie na ten rok. Ja już zaplanowałam najbliższe miesiące i zapisałam wszystko w nowym kalendarzu. W tym roku będę używać go regularnie, mam nadzieję, że ty też :-)

Po dziewiąte: mierz siły na zamiary. Innymi słowy nie bierz się za rzeczy, które są z góry skazane na przegraną. Jeśli masz 150cm wzrostu i krągłą figurę- nie idź na casting do top model. Możesz być pewna, że spotka cię tam rozczarowanie. Skup się za to na swoich atutach. Pomyśl w czym jesteś dobra i rób to co kochasz.

Po dziesiąte: ciesz się życiem. Pamiętaj, że polepszanie jakości życia jest bardzo ważne, ale czasem zapatrując się w przyszłość zapominamy o teraźniejszości. Pamiętaj więc o równowadze. Dąż do swoich celów, ale żyj też tu i teraz.

Na koniec motto na nowy rok:






Pozdsumowanie roku 2015

Pamiętam jak w zeszłego sylwestra szyłam filcowe ozdoby (tak, introwertycy spędzają sylwestry w domu, pod kołdrą ;) Styczeń rozpoczęliśmy z mężem od zmian w naszym umyśle, oglądając jeden z live'ów Milewski & Partnerzy. Dostaliśmy wówczas dużą dawkę motywacji do działania i wiarę w to, że sukces jest w naszych rękach. Cały ten rok był szalony, intensywny, kolorowy jak kalejdoskop. I dobrze. Na starość powiem, że się "wyszalałam". Podobno jaki sylwester taki cały rok- mój był tak kolorowy, jak te ozdoby, które szyłam :-)



Początek roku był trudny. Sesja, pisanie pracy licencjackiej, tworzenie dyplomu. Już myślałam, że się nie uda, że za dużo przeszkód, że będę się bronić we wrześniu (choć to żadna tragedia, po prostu zależało mi, żeby mieć to z głowy w pierwszym terminie). Pracę oddałam na ostatnią chwilę. Pisałam ją po nocach, na szybko. Wszystko dzięki mojej wspaniałej promotorce, która również po nocach robiła mi korekty i cierpliwie poprawiała wciąż te same błędy.

W kwietniu z dnia na dzień wybraliśmy się w podróż do Poznania. Poza tym, że strasznie zmarzliśmy mogliśmy zobaczyć i posłuchać na żywo wielu wspaniałych ludzi, w tym Nicka Vujicica ♥
[możecie o tym poczytać w TYM poście] Wszystko dzięki organizatorom, którzy obdarowali nas biletami !

W czerwcu w sumie w kilka dni podjęliśmy decyzję o emigracji. Okoliczności były sprzyjające i zdecydowaliśmy się podjąć ryzyko. W sumie w Anglii spędziliśmy 3 miesiące. Myśleliśmy że będziemy przynajmniej rok. Ale ryzyko rządzi się swoimi prawami. Czasem wychodzi, czasem nie. Czasem z powodu niewłaściwych decyzji, czasem z powodu niewłaściwych ludzi spotkanych na drodze. Pieniędzy nie przywieźliśmy, ale zdobyliśmy doświadczenie, wiedzę, siłę. To wartości, które budują nasz charakter. Wiemy, że możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji, na dobre i na złe. Wiemy też, że szczęścia jest więcej gdy ma się przy sobie rodzinę i przyjaciół. Nie potrzeba by cokolwiek robili, wystarczy, że są. Tam nie było nikogo.

W międzyczasie obroniłam moją nieszczęsną pracę i dyplom, i zakończyłam pierwszy stopień studiów z oceną bardzo dobrą :) [TU]

Wraz z wyjazdem na wyspy opuściliśmy nasze malutkie mieszkanko w Cieszynie. Miało zaledwie 23m2, ale było naszym azylem. Miejscem, o którym mogliśmy mówić 'dom', gdzie każdego wieczoru wracaliśmy po ciężkim dniu i gdzie czekał na nas czworonogi łobuz, z radością merdając ogonkiem.
Po powrocie z UK zamieszkaliśmy z moimi rodzicami. Tak było najlepiej, choć ciasno i mało komfortowo. Ale dzięki temu każdego dnia mam okazję ćwiczyć moją cierpliwość ;-) lepiej poznaję też moją mamę, a ona mnie. Nasze relacje, choć nigdy nie były złe, poprawiły się.

Jesienią podjęłam decyzję o zagłębieniu się w fotografię dziecięcą. Zakupiłam niezbędne akcesoria, wykorzystałam umiejętności własne i mamy i wskoczyłam na głęboką wodę. Okazało się, że to praca trudniejsza niż myślałam, ale również bardzo wdzięczna. Każdy maluszek jest cudowny, wyjątkowy. Wspaniale jest móc obserwować ich małe ciałka, słodkie minki i czarujące uśmiechy. A jeszcze fajniej jest móc uwieczniać to na fotografiach. :-) Dużym dyskomfortem jest jeżdżenie ze wszystkim do klientów, dlatego mam nadzieję, że w przyszłym roku będę już mieć własne studio :-)
Jeśli jesteście ciekawi efektów moich sesji zapraszam na stronę poświęconą fotografii: www.anetamiskowiec.weebly.com

Grudzień był dla mnie odkryciem. Okazało się że uwielbiam szyć na maszynie! Co jakiś czas do niej siadałam, ale teraz mam prawdziwą zajawkę! Każdą chwilę wykorzystuję na nowe projekty. Już w styczniu będziecie je mogli oglądać w moim nowym sklepie internetowym, a także w sklepie stacjonarnym w Krośnie (ale o tym później).

I tak oto dobrnęliśmy do końca tego roku. Jak widzicie dużo się działo, dużo zmieniało, a jeszcze więcej zmieni w 2016! Jedno jest pewne- niezależnie od tego, co dzieje się na świecie, w mediach, w polityce- dopóki masz przy sobie rodzinę, pracę, dom, jedzenie- jesteś szczęściarzem. Ja czuję się szczęściarą. Mam cudownego męża, którego kocham z każdym dniem mocniej, wspaniałych rodziców, przyjaciół. Do tego bogate plany na przyszłość i możliwość ich spełnienia, jeśli tylko wytrwam w dążeniu do marzeń i nie dam się pokonać trudnościom! Wszystko zaczyna się w głowie! Tylko trzeba być wystarczająco zdeterminowanym. Nasze myśli tworzą rzeczywistość.

Życzę wam więc aby w nowy roku wasze życie ułożyło się tak jak marzycie. Abyście dążyli do celów, spełniali się zawodowo, kochali tych, których warto kochać i odcięli się od tych, którzy zatruwają wasze życie :-) Jesteście wyjątkowi, jesteście wartościowi, zasługujecie na dobre życie, więc trzymajcie się dzielnie i nie odpuszczajcie! ♥

Ściskam was ciepło na zakończenie tego wspaniałego roku i do zobaczenia w kolejnym, jeszcze wspanialszym! :-)


Pewność siebie, czy arogancja?

Z jednej strony mamy boom na motywację, coaching, rozwój osobisty, z drugiej strony nadal żyjemy w polskiej mentalności, szarych familokach, pod okiem czujnej sąsiadki przesiadującej w oknie.
Jak pokazać się z najlepszej strony, zareklamować, wydobyć swoje atuty, nie będąc jednocześnie posądzonym o arogancję, zbytnią pewność siebie?

Zarejestrowałam się w Urzędzie Pracy. Głównie po to by mieć ubezpieczenie, ale także by mieć więcej możliwości znalezienia ciekawej pracy. Już na pierwszym spotkaniu miła pani urzędniczka zaproponowała mi ofertę na grafika komputerowego. Wymagania: znajomość Photoshopa i Corela. Pomyślałam sobie czemu nie? PS znam całkiem dobrze, Corela nie znam w ogóle, ale przecież mogę się nauczyć. Otworzyłam usta i jedyne co z siebie wydobyłam to... przecież nie znam Corela! pójdę na rekrutację, zrobią mi test z grafiki, okaże się że jestem do niczego... Po kilku minutach mojego jąkania się pani pyta, a Photoshop? Na co cicho odpowiedziałam: no Photoshopa znam...

Pani uśmiechnęła się przyjaźnie i powiedziała, że już drukuje mi skierowanie, a na rozmowie kwalifikacyjnej mam zacząć od końca: przez kilka minut "chwalić się" jak to dobrze znam Photoshopa, a gdy spytają o Corela cicho stwierdzić, że nie znam, po czym pewnie dodać, że chętnie się nauczę.

Przecież ja właśnie to miałam na myśli! Przecież ja wiem, że dobrze znam PS, że sobie poradzę, że Corel też pewnie czarną magią nie jest i skoro inni go opanowali to ja też mogę! A jednak przez gardło nie chciało mi to przejść... Bo sobie pani pomyśli że jestem arogancka, bo na rekrutacji mnie wyśmieją, bo mnie przyjmą do pracy i się zawiodą, bo może wcale tak dobrze nie znam PS jak mi się wydaje...

Skąd w nas, Polakach, tyle wstydu? Mam wrażenie, że mamy trochę syndrom męczennika, że lubimy się poświęcać dla świata i czekać aż inni będą się nad nami litować. Że tylko za bycie "matką polką" inni mogą nas pochwalić. Że lepiej powiedzieć, że nic się nie umie i potem zaskoczyć innych, że jednak coś, niż zrobić listę umiejętności, a potem zawieźć... Ale przecież każdy z nas coś umie, w czymś jest dobry!

Gdy powiesz koleżance, że ładnie wygląda albo ma fajną bluzkę, to na 90% odpowie: eee tam... to stara, z lumpeksu... Znasz to? Mało kto ma odwagę stanąć przed lustrem i powiedzieć do siebie: ej ty! fajna babka z ciebie! Świetnie dziś wyglądasz! A szkoda, bo przecież każda z nas jest fajna, każda ma prawo być fajną, szczęśliwą, ma prawo odnieść sukces i być z tego dumna.

W gimnazjum często wygrywałam konkursy plastyczne. Zawsze gdy okazało się że jestem zwycięzcą radość trwała bardzo krótko, a zaraz potem było mi głupio wobec rywalek, że im się nie udało. Gdybym mogła prawdopodobnie oddałabym zwycięstwo którejś z nich... Znasz to uczucie? Myślę, że nie jestem sama, bo podobne sytuacje obserwuję na co dzień, wśród otaczających mnie ludzi.

Warto nauczyć się mówić o sobie dobre rzeczy, znajdować w sobie talenty i mocne strony, a potem pokazywać je światu. Nie z dumą i podniesionym nosem, ale z dumą i pokorą jednocześnie. Z dozą rezerwy, że jeszcze może być lepiej, że jeszcze wiele mogę się nauczyć, ale także z radością, że już tyle osiągnęłam. Zachęcam was do tego, pomyślcie o sobie w kategoriach sukcesu. Co w ostatnim czasie osiągnęłyście, czego się nauczyłyście, co wypracowałyście? A potem powiedzcie same sobie: dobra robota! Jestem z siebie dumna. I nie bójcie się mówić o tym światu! :-)










Czy warto się żenić?

Przekorny tytuł ;-) Dzisiaj mija dokładnie rok od dnia, w którym powiedzieliśmy najważniejsze TAK w życiu. Dnia cudownego, najbardziej wyjątkowego, dokładnie takiego o jakim zawsze marzyliśmy. Zachęcam was do poczytania o naszych przygotowaniach i poradach jak zorganizować ślub w plenerze. [tutaj]
Tymczasem po roku wspólnego życia rozmyślam nad tym, czy w ogóle warto się żenić/ wychodzić za mąż?

Wiele młodych ludzi twierdzi, że to zbędny papierek. Że przecież bez ślubu można robić to samo co z nim, tyle tylko, że nie ma potem kłopotów z rozwodem. Jest to jakiś argument, ale dla mnie słaby. Dowodzący, że tak mówiący ludzie po prostu do małżeństwa jeszcze nie dojrzeli.

Decyzja o ślubie jest jedną z najpoważniejszych w życiu, wymaga przeanalizowania wszystkich za i przeciw. Dopiero gdy mamy pewność, że partner jest tym jedynym decydujemy się na wspólne życie. Deklarujemy tym samym gotowość do wzięcia odpowiedzialności za drugą osobę, za dom, za rodzinę. Odtąd nie ma już moje-twoje, jest nasze. Jest to zarazem piękne jak i przerażające. Trzeba się liczyć z tym, że we wszystkim, co się będzie robić trzeba będzie wziąć pod uwagę zdanie drugiej osoby. Jej potrzeby, marzenia, humory, wady i zalety charakteru. Przestajemy żyć tylko swoim życiem. Dlatego tak ważne jest aby dobrze wybrać partnera, z którym możliwe będzie stworzenie jedności na każdej płaszczyźnie.
Mieszkając "na kocią łapę" tak naprawdę chcemy zostawić sobie małą szparkę w drzwiach, na wszelki wypadek, jeśli pójdzie coś nie tak, to zwiać. Łatwe rozwiązanie, ale odzierające nas z całej magii małżeństwa. Z konieczności rozwiązywania konfliktów i dążenia do wspólnego dobra. Bóg nie nadaremno stworzył małżeństwo. Wiedział co robi, skoro uznał, że tak dla nas będzie najlepiej, warto Mu zaufać.

Nie chcę tutaj potępiać ludzi, którzy nie decydują się na legalizację związku. Chcę tylko zachęcić, bo uważam, że warto. Choć od naszego ślubu minął dopiero (dla nas aż) rok, jestem gotowa na wszystkie przeciwności jakie mogą nas spotkać. Ponieważ razem dążymy do jednego celu. Cokolwiek by się nie działo będziemy wspólnie brnąć przez życie i walczyć o siebie nawzajem. Ta więź daje komfort psychiczny, jakiego nie da żaden inny związek.
Póki co jestem najszczęśliwszą żoną na świecie! Każdego dnia budzę się koło cudownego męża. Jeszcze nigdy się nie pokłóciliśmy (czasem się tylko sprzeczamy dla zasady) ;-) i mam nadzieję, że tak już zostanie.
A gdybym miała jeszcze raz organizować ślub i wesele- zrobiłabym wszystko dokładnie tak samo. Nie żałuję niczego, jestem wdzięczna za wszytko. Było dokładnie tak jak zawsze marzyłam. Ceremonia, miejsce, nastrój, Pan Młody, goście, druhny, kareta.... Może to powtórzymy w jakąś okrągłą rocznicę? :-)

A jakie jest twoje zdanie na temat małżeństwa? Warto starać się o ten "papierek" czy lepiej odpuścić?
Czekam na twój komentarz, tymczasem kilka wspominek z tego cudownego dnia:



\














Ps. Zdecydowałam się sprzedać moją suknię ślubną. Więcej info tutaj: olx.pl

Czego człowiek może się nauczyć od zwierząt?

Z jednej strony zwierzęta, to nasi przyjaciele, z innej obiad. Każda kultura ma swoje kryteria według których kategoryzuje zwierzęta na te, z którymi warto żyć w zgodzie i takie, które świetnie smakują.
Choć osobiście całym sercem polecam wegetarianizm nie będę pisać o tym jakie jedzenie zwierząt jest złe. Za to chciałabym was przekonać do tego, żeby lepiej im się przyjrzeć i wyciągnąć wnioski dla siebie.
Każdy osobnik należy rodziny/grupy/watahy w której jest (podobnie jak my) częścią społeczeństwa. I w tym społeczeństwie ma swoje miejsce. Nie wszyscy są przywódcami. Niektórzy tylko sprzątają, ale są równie potrzebni jak inni. Każdy zna swoje miejsce i robi wszystko by gatunek przetrwał.

Człowiek, choć jest najważniejszym gatunkiem na Ziemi, jest też prawdopodobnie najbardziej destrukcyjnym organizmem, który potrafi w imię chwilowej korzyści zepsuć życie tysiącom innych jednostek. Warto więc podpatrzeć życie innych gatunków i wziąć z nich przykład.



Ośmiornice wyróżniają się ciekawością świata i przebiegłością. Potrafią posługiwać się narzędziami. Gdy znajdują w morzu połówki skorupek orzecha tworzą sobie z nich kryjówkę. Jak wykazały badania naukowców te bezkręgowce potrafią się bawić znalezionymi klockami, czy nawet skorupiakami.

Wierność swojemu partnerowi to istotna cecha, której człowiek może nauczyć się od zwierząt. Mnóstwo gatunków pozostaje w jednym związku troszcząc się o swoje rodziny, co u ludzi bywa coraz rzadszym zjawiskiem. Do takich gatunków należą pingwiny, orły bieliki, wilki, czy czarne sępy, które nie tolerują zdrajców w swoim stadzie.

Bobry mogą służyć nam jako przykład pracowitości. Wychodzą one z wody w bardzo wczesnych godzinach porannych, aby ścinać niekiedy bardzo grube konary drzew. Potrafią one w kwadrans powalić pień o grubości 30 cm. Ich żeremia osiągają ok. 2 m wysokości i 30 m kwadratowych powierzchni. Ich konstrukcje służą jako schronienie przed wiatrem, zimnem, drapieżnikami, a latem przynoszą ochłodę. Ponadto są wykorzystywane jako spiżarnie. Jak widzimy zwierzęta te doskonale opanowały techniki budowania swoich domów. Warto uczyć się od nich sprytu i solidności.

Słonie Indyjskie i papugi posiadają doskonałe poczucie rytmu. Potrafią się synchronizować z muzyką i poruszać swoim ciałem w jej rytm. Co dziwne, umiejętność ta jest bardzo rzadka u spokrewnionych z nami małp, może nam się wydawać, że potrafią one tańczyć do rytmu, jednak jak pokazały badania ich ruchy są nieco opóźnione w stosunku do odtwarzanych dźwięków.

Przydatna umiejętność, którą posiadają delfiny i nietoperze może wykształcić u siebie również człowiek. Dzięki zjawisku echolokacji wielu niewidomych potrafi „widzieć uszami”. Wydając specyficzne dźwięki ustami lokalizują obiekty stojące na ich drodze, określają ich wielkość, kształt oraz materię, z której zostały wykonane. Umożliwia im to wykonywanie prostych czynności i cieszenie się życiem, jak chociażby jazdę na rowerze. 

Często nie doceniamy istot, z którymi dzielimy nasz świat. Chociaż nie rozumiemy ich zachowania określamy je jako głupie, pozbawione sensu, pozbawione oznak myślenia. Zazwyczaj jednak zwierzęta okazują się być doskonale przystosowane do życia na Ziemi, a nawet godne naśladowania przez nas ludzi. Sami należymy do ich królestwa dlatego warto czasem się rozejrzeć nabrać trochę więcej szacunku do przyjaciół, którymi obdarzyła nas matka natura. Dzięki nim możemy w pełni okazywać nasze człowieczeństwo i wdzięczność za to, kim jesteśmy, na tyle na ile pozwala nam nasza inteligencja i wrażliwość.
Następnym razem gdy koś cię nazwie ptasim móżdżkiem potraktuj to jako komplement ;-)

Jak poprawić swoją samoocenę?

Jak często stoisz przed lustrem i wyliczasz swoje wady? Jak często wzdychasz do modelek na okładkach czasopism i żałujesz, że tak nie wyglądasz? Czy zdarza Ci się obrażać samą siebie? Mówić, że jesteś głupia, brzydka, nic nie potrafisz?



Ja tak kiedyś robiłam. Szłam ulicą i myślałam jakie wszystkie dziewczyny są ładne, a ja nie. Jakie inni odnoszą sukcesy, a ja nie. Ilu chłopaków kręci się wokół moich koleżanek, a wokół mnie nie... To strasznie dołujące. Ma to też wpływ na nasz rozwój, pracę, życie. Swój brak urody starałam się nadrabiać inteligencją. Zawsze chciałam być najlepsza, mieć ostatnie słowo. Całkiem nieźle mi szło. W szkole wygrywałam konkursy, byłam faworytką, ulubienicą nauczycieli. Ale to nie pomagało. Chciałam być ładna, bo widziałam, że ładne dziewczyny mają łatwiej. Inni je lubią, one są pewniejsze siebie. W zasadzie nie byłam brzydka, byłam przeciętna. Ale przeciętność jest chyba jeszcze gorsza, bo giniesz w tłumie, a ja zawsze lubiłam się wyróżniać.
I tak mijały lata, a moje pryszcze i kilka kilogramów nadwagi przysłaniały mi cały świat. W końcu postanowiłam zaobserwować co sprawia, że inne dziewczyny są lepsze ode mnie. Zauważyłam kilka powtarzających się schematów, które zastosowałam w swoim życiu i zadziałało! :-)
Oczywiście każdy ma inną psychikę, inną przeszłość. Duży wpływ na nas ma wychowanie, otoczenie, środowisko. Ale niezależnie od tego, w którym miejscu się znajdujesz, jeśli zastosujesz moje rady- na pewno będzie lepiej!

♥ Toleruj wady.
Wiesz jaka jest różnica między tolerancją a akceptacją? Kiedy coś akceptujesz- zgadzasz się z tym, kiedy tolerujesz- nie zgadzasz, ale pozwalasz by istniało. (np. nie akceptuję tego, że jesz lody na śniadanie, ale toleruję to.) Nie musisz cieszyć się ze swoich wad, ale każdy jakieś ma. Więc zamiast je wyolbrzymiać warto je tolerować. Nie musisz ich lubić, ale przestać zwracać na nie uwagę. Po prostu są. Dzięki nim jesteś wyjątkowa. Gdyby wszystkie dziewczyny miały wymiary 90x60x90 i były supermodelkami świat byłby nudny!

♥ Nie komentuj wyglądu innych.
Jest takie powiedzenie: każdy mierzy swoją miarą. Znaczy to tyle, że jeśli ty oceniasz i obgadujesz innych, myślisz że inni też to robią. Kiedy przestałam zwracać uwagę na ludzi na ulicy, zorientowałam się, że oni też na mnie nie zwracają. Więc następnym razem powstrzymaj się od haseł "ale gruba", "ale ma brzydkie buty", "jaka pasztet", a przestaniesz się bać, że inni powiedzą to samo o tobie.

♥ Skupiaj się na pozytywach.
To o czym myślisz, tym żyjesz. Uczyń swoje życie piękniejsze, przez piękne myśli. O świecie, o innych ludziach i o sobie. Znajdź tyle dobrych rzeczy w swoim życiu byś nie miała czasu myśleć o złych.

♥ Zrób listę.
Poświęć chwilę czasu i zapisz na kartce jak najwięcej swoich dobrych cech. Bądź obiektywna i szczera. Często dziewczyny negują każdy komplement i pochwałę tylko dlatego, żeby zwrócić na siebie uwagę. A może inni naprawdę widzą w tobie coś dobrego? Pomyśl w czym jesteś dobra i zapisz to. Za każdym razem gdy dopadnie cię chandra wyjmij kartkę i przeczytaj. Nie daj sobie wmówić, że jesteś do niczego. KAŻDY człowiek na ziemi jest wartościowy.

♥ Traktuj siebie tak, jakbyś chciała być traktowana przez innych.
Często dziewczyny czują się niedowartościowane, bo nikt im nie powiedział, że są wartościowe. Każda nastolatka powinna słyszeć od swoich najbliższych, że jest piękna. Moment dojrzewania jest bardzo ważny. Ale często tego nie słyszą i popadają w kompleksy. Nie ma jednak sensu rozpamiętywać przeszłość. Bądź sama dla siebie najlepszą przyjaciółką. Chwal się za sukcesy, mów sobie komplementy, poświęcaj sobie czas.

♥ Myśl o sobie dobrze.
Zazwyczaj jest tak, że inni nas traktują tak jak my traktujemy sami siebie. Kiedy będziesz chodzić wyprostowana, z podniesionym czołem, będziesz się zachowywać jak człowiek sukcesu, inni też tak będą cię traktować. Facet w garniaku zawsze budzi skojarzenie kogoś ważnego i nikt mu nie podskoczy. Jeśli natomiast będziesz widzieć siebie jako ofiarę, będziesz się nad sobą użalać, inni to wykorzystają.

♥ Zmień to co możesz zmienić i zaakceptuj to czego nie możesz.
Życie masz tylko jedno, ciało masz tylko jedno. Innego mieć nie będziesz. Nie pozwól sobie zmarnować życia tylko przez kawałek skóry i żył. I tak kiedyś zjedzą je robaki. Jeśli przeszkadza ci twoja waga, popracuj nad nią. Ćwicz, zmień dietę. Ale jeśli przeszkodą jest krzywy nos czy małe piersi- olej to. Przed tobą były miliony ludzi, po tobie będą kolejne. Nikomu to życia nie zmieni, że będziesz ładniejsza z prostym nosem. Szkoda więc twojego życia na przejmowanie się. Nie sztuką jest mieć ciągle z górki. Sztuką jest pokonywać trudności. Dzięki nim możemy dojść na szczyt.

Zapanuj nad własnym szczęściem. Nikt ci go pod nos nie przyniesie, musisz sama na nie zapracować. Zapewniam cię, że wolność od kompleksów doda ci skrzydeł, lekkości. Będziesz widziała w sobie ogromy potencjał, który zmieni twoje życie. Nie zmarnuj go w imię wyglądu. Twoja wartość jest w tym, co masz w środku. Piękna dusza jest o wiele lepsza niż idealny wygląd. JESTEŚ CZŁOWIEKIEM SUKCESU. Uwierz w to i daj sobie szansę!

Gdzie jest teraz twój czas?

pl.depositphotos.com


Jak często brakuje ci czasu? Minuta ucieka za minutą tworząc nieobecne godziny, a ty masz jeszcze tyle do zrobienia... Jak to wszystko ogarnąć? Od czego zacząć?

Znasz powiedzenie- najpierw obowiązki potem przyjemności? A ja mówię - przyjemności to tez obowiązek! Latając samolotami stewardessy zawsze instruują jak używać maski tlenowej: najpierw załóż sobie potem pomóż innym. Warto tę zasadę zastosować w życiu. Martwa nie będziesz przydatna, wiec dbanie o siebie nie jest samolubstwem, ale jedną z form troski o innych. Dlatego nawet jak przytłacza cię nadmiar obowiązków i na przyjemności brakuje już czasu, warto postarać się by ten czas wygospodarować.

Poniżej zamieszczam kilka rad, jak się ze wszystkim ogarnąć:

Planuj! 
Jeśli dokładnie rozpiszesz wszystko co masz do zrobienia mniej czasu stracisz na myślenie

Łącz w grupy
rzeczy, które masz do zrobienia w tym samym miejscu rób na raz (jeśli np musisz zrobić zakupy i iść do urzędu, zakupy zrób na mieście, żebyś nie musiała drugi raz wychodzić z domu)

Ustalaj priorytety
Najpierw rób rzeczy, które masz "na już" a dopiero w następnej kolejności te "na kiedyśtam"

Myśl długofalowo
Dzisiaj gotujesz pomidorówkę, a na jutro planujesz kluski? Rób zakupy z wyprzedzeniem. Ziemniakom nic się nie stanie jak kilka dni poleżą, a ty nie będziesz musiała każdego dnia biegać po sklepach.

Ucz się na błędach innych
to pozwoli ci zaoszczędzić nerwy i uniknąć przykrych zdarzeń

Nie narzekaj, nie obgaduj!
Wbrew pozorom plotki zabierają dużo czasu, a narzekanie zabija w nas energię i zapał do pracy. Zawsze szukaj pozytywów, z uśmiechem dzień układa się lepiej :-)

♥ Zapisuj
Kto nie ma w głowie, ten ma w nogach. I czas straci. Ja mam pamięć bardzo dobrą, tylko krótką, więc notatnik w telefonie to podstawa!

Słuchaj swojego organizmu
Twoje dobro jest tak samo ważne jak dobro innych, nie musisz mieć wyrzutów sumienia, gdy chwilę poświęcisz tylko sobie. Twój organizm też potrzebuje uwagi, troski, miłości. Poświęć sobie godzinę każdego dnia. Usiądź na chwilę, odpocznij, zrelaksuj się, zatroszcz się o siebie. I nie rób sobie wyrzutów!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A jaki jest twój sposób na organizację czasu? Udaje ci się znaleźć czas tylko dla siebie?



Dlaczego Polacy emigrują?

Bilety kupione, odwrotu nie ma, przyszedł więc czas aby poinformować Was, że wkrótce i ja będę Polką na obczyźnie. Polką przez duże P, bo choć od ojczyzny będę daleko, zawsze będę dumna ze swojej narodowości, kultury i pochodzenia.



Z racji tego, że moje życie teraz kręci się wokół przeprowadzki, a stres miesza się z ekscytacją nie dając spać po nocach pomyślałam, że napiszę dla Was co myślę o tym wszystkim. O tej emigracji przeklętej! I teraz już wiesz, że wyjeżdżać nie chcę. Życie nie dało mi jednak wyboru. Żyję w tym kraju wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że tylko nielicznym udaje się tutaj żyć godnie. A ja na inne życie się nie piszę. Nie będę się rozwodzić nad tym jak tu jest źle, bo każdy to doskonale wie z własnego doświadczenia. A na deser pan były prezydent mi powie, że mam zmienić pracę i wziąć kredyt. Zdolności kredytowej jednak nie mamy, na własne em nie ma co liczyć. Pracy też nie. Mąż od ślubu łapie dorywcze roboty z miernym zarobkiem i brakiem ubezpieczenia. (Żeby nie było, że zbyt szybko się poddajemy, to mąż funkcjonuje na rynku pracy już od 8 lat, bardziej z gorszym niż lepszym efektem). Urząd pracy też nie ma nic do zaoferowania, choć wydawałoby się, że skoro on po studiach to pójdzie gładko. Może jeszcze jakaś rada panie prezydencie?

Rodzice zaoferowali nam poddasze swojego domu. Do wykończenia. Już snuliśmy plany, jakie kolory, gdzie kuchnia, a gdzie sypialnia. Tylko za co? Tak... wszędzie chodzi o te cholerne pieniądze. Nawet planując dziecko musisz myśleć czy cię stać. Wielu ludzi nas pyta z delikatnością młota pneumatycznego czy nie spodziewamy się czegoś po drodze... Bo w końcu młodzi jesteśmy, po studiach, po ślubie, nic tylko się rozmnażać! A w głowie wciąż włączony kalkulator, czy starczy do końca miesiąca czy znów będzie trzeba pożyczyć?

Mamy już dość życia za pożyczone! Serdecznie dość! I obiecywania, że wkrótce oddamy, wiedząc, że nie będzie z czego. Wszyscy mówią, że początki zawsze są trudne, że nie możemy oczekiwać zbyt wiele, że za dużo byśmy chcieli w tak młodym wieku... Rzeczywiście? ZA DUŻO??? Za dużo czego? Jedzenia? Pieniędzy na rachunki?

I żeby nie było, że my tacy rozpieszczeni, wychuchani marzymy o złotych górach, to Wam powiem, że nie my jedni. Obracając się w środowisku studentów i ludzi tuż po studiach wiem, że ten temat przewija się niemal ciągle. A większość ludzi słysząc, że się zdecydowaliśmy wyjechać kibicuje nam i powtarza "bierzcie się z tego chorego kraju". Więc to może nie my, młodzi za dużo wymagamy tylko system za mało oferuje?

Tam trawa musi być bardziej zielona. Musi! Bo mniej już się nie da. My nie mamy tu trawy w ogóle, więc jakakolwiek tam nie będzie, będzie lepsza. Dużo ludzi się naśmiewa z młodych pracujących na zmywakach w Anglii, z papierkiem magistra. Takie są realia zarówno u nas jak i za granicą. Różnica jest tylko taka, że tam za tą pracę jestem w stanie opłacić mieszkanie, zrobić zakupy i jeszcze na kino mi zostanie. A tu muszę wybierać czy rachunki opłacić, czy chleb kupić. Dlatego nie będę wybrzydzała w ofertach pracy, choć nie ukrywam, że praca w zawodzie byłaby tą wymarzoną.

Jedziemy trochę w ciemno, szukamy jakiegoś pokoju do wynajęcia, pracy na początek. Potem jakoś pójdzie. A jak będę w ciąży to Wam powiem- nie musicie pytać.

Tymczasem toniemy w kartonach. Okazało się, że przez trzy lata studiów i rok małżeństwa zgromadziłam tyle rzeczy, że 2 rodziny by wyposażył. A teraz muszę cały mój dobytek zmieścić w jednej walizce! I z pewnością zabraknie w niej miejsca na moje robótkowe akcesoria. Dlatego już teraz zapowiadam Wam abstynencję artystyczną, przynajmniej na niektórych płaszczyznach. Bo na aparat i szydełko miejsce się na pewno znajdzie! :-)

Do wyjazdu jeszcze 2 tygodnie, więc na pewno  zdążę się jeszcze tu nieraz pokazać :-) Co więcej podczas porządków stworzyłam zbiór rękodzieł, które chętnie nowy dom znajdą. A że ostatnio na FB o konkursie wspominałam, to myślę, że jedno z drugim możemy połączyć :-)
Co Wy na to?

Całuję Was i wracam do pakowania.
A Wy życzcie nam powodzenia w wielkim świecie za morzem, może tam znajdziemy swój dom?

Ps. Jeśli ktoś z Was, czytających, sam ten proces emigracji przeżył niech się w komentarzu (lub wiadomości prywatnej) podzieli swoją historią i podpowie jak przeżyć ten początkowy kryzys :-)

Obudź w sobie dziecko!

Jak często się bawisz? Jak często śmiejesz się, że aż Cię brzuch boli? :-) Czy spędzasz czas na tym co przyjemne, czy na tym co konieczne? Częściej się nagradzasz czy karcisz?


Witajcie w tym wyjątkowym dniu! :-) Jak go dzisiaj spędziłaś/eś ? W pracy? W szkole? Komu złożyłeś życzenia? Swojemu dziecku, chrześnicy, dzieciom koleżanki? A może nikomu...?
Oj gapo :-) Zapomniałeś o jednej ważnej osobie w tym dniu! O SOBIE SAMYM! Nieważne ile masz lat, jak dużo zarabiasz, jak bardzo zajęty jesteś i ile masz na głowie. W tym dniu obudź w sobie dziecko! Ono jest tam w Tobie. Gdzieś ukryte w zakamarkach duszy, przytłoczone obowiązkami, pracą, gotowaniem, sprzątaniem, myciem okien i napiętym grafikiem. Czasem próbuje coś powiedzieć, ale wtedy Ty kwitujesz je krótkim chciałbym znów mieć 10 lat... i wracasz do swojego zabieganego życia. Nie tęsknisz czasem za tymi beztroskimi latami? Za brudnym podkoszulkiem, dziurą w spodniach, plastrem na kolanie i uśmiechem od ucha do ucha? Wtedy wszystko było łatwiejsze. Podwórko mogło być jednocześnie placem boju, bazą, domem, statkiem kosmicznym i plażą. Koledzy wcielali się w wybrane role bez składania podań i CV, a za złotówkę można było kupić paczkę chipsów, oranżadę i jeszcze na gumę starczyło! :-) Pamiętasz?


Jak spędził byś dzień gdybyś na 24 godziny mógł mieć znów 10 lat? Przesiedziałbyś go przed telewizorem? Marudziłbyś, że ceny paliwa wzrosły? Uporczywie szorował byś podłogę? A może olał byś cały świat i pobiegł się pobawić? Poszedłbyś po kolegów, za pozwoleniem mamy oczywiście :-) Wysypalibyście klocki lego i budowali statki kosmiczne, a może szyły byście ubranka dla lalek? Ah... jak miło czasem marzyć, czyż nie? Ale wiecie co jest fajniejsze od marzeń? SPEŁNIANIE ICH! Twoje życie zależy tylko i wyłącznie od Ciebie, więc jeśli masz na coś ochotę- zrób to! Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam huśtać się na huśtawkach. Co prawda w niektóre ledwo się mieszę, ale to nie ma znaczenia :-) Lubię to, więc to robię. Nie ma znaczenia, że wyglądam głupio i ktoś sobie coś pomyśli. Życie jest zbyt krótkie by przejmować się "ktosiami".

Moja rada: Nie tłamś tego dziecka, które masz w sobie. Raczej skorzystaj z tego, co ono ma do zaoferowania:
♥ ciesz się małymi rzeczami
♥ śmiej się, płacz, krzycz kiedy masz taką potrzebę- nie ukrywaj emocji
♥ śpiewaj na cały głos i nie przejmuj się, że fałszujesz (pod warunkiem, że nie przebywasz w towarzystwie psychiatry ;-)
♥ obejrzyj po raz setny ulubioną bajkę
♥ zjedz najpierw deser potem obiad
♥ śmiej się aż Cię brzuch rozboli
♥ wydaj pieniądze na jakąś zupełnie niepotrzebną pierdołę, która sprawi Ci radość
♥ zrób cokolwiek, co uważasz, że nie wypada robić w dorosłym życiu (np. kup sobie loda i wybrudź nim całą buzię) ;-)


To, że masz trochę więcej lat nie znaczy, że przestałeś być dzieckiem. Każdy nim jest, niezależnie od wszystkiego. Owszem, wiek, praca, pozycja w społeczeństwie, rodzina, itd do czegoś zobowiązują, dlatego żyjemy tak jak żyjemy, ale czasem, raz do roku zrób sobie święto :-) Olej świat, zasady i konwenanse. BAW SIĘ! :-)

To moje pierwsze zdjęcie, mam na nim chyba 3 dni :-) Jak się dopatrzycie, to na zdjęciu wyżej zobaczycie, że w koszyku mam włóczki! Przeznaczenie... ;-)

Życie bez ograniczeń- podsumowanie



Moi kochani! Wracam pełna dobrej energii, żeby podzielić się z Wami odrobiną emocji jakie wczoraj przeżyłam :-) Dla niewtajemniczonych- byłam z mężem na stadionie w Poznaniu na spotkaniu pt. Życie bez ograniczeń. Cały event miał na celu przekazanie słuchaczom motywacji i tchnięcie w nich wiary we własne siły.




Na stadionie Inea zebrało się 30 tysięcy ludzi gotowych by zmienić swoje życie na lepsze. Panowała tam cudowna atmosfera, której nawet nie będę próbowała opisać. Trzeba byłoby tam być, żeby to poczuć :-)




Głównym mówcą był Nick Vujicic- człowiek wspaniały, z wielkim poczuciem humoru, dystansem do siebie i darem przemawiania. Nick urodził się bez rąk i bez nóg. Choć jest uzależniony od innych ludzi, nie narzeka. Jest wdzięczny Bogu za to, co ma. Przemawiając sprawił, iż wszyscy go pokochali i chcieliby się z nim zaprzyjaźnić. Jego głównym przesłaniem było: doceń to co masz, bądź wdzięczny i wykorzystaj to do pomocy innym. Na koniec wydarzenia udało nam się dostać pod scenę do strefy VIP i zobaczyć go z bliska. Niestety zdjęcia z nim nie udało nam się zrobić, ponieważ ważniejsze dla nas było złapanie Bączka. (Jak to brzmi :P )



Jakub Bączek- trener mentalny narodowej kardy siatkarzy, który doprowadził sportowców do zwycięstwa na mistrzostwach świata. Jeden z moich ulubionych coachów, męża też :-) Śledzimy jego filmiki na YouTube i uwielbiamy każdy jego występ. Mówi z pasją, prosto, jasno i na temat. Do tego z poczuciem humoru i uśmiechem od ucha do ucha. Podczas wydarzenia zakupiliśmy jego książkę "Zarobić milion idąc pod prąd" Jego głównym motto jest: Marzenia się nie spełniają! Marzenia się spełnia! A jego przesłanie, które bardzo mi się podoba mówi, że nie warto dążyć do bogactwa, lepiej do niezależności finansowej. Bogactwo często wiąże się z ciężką pracą wiele godzin dziennie, stresem, brakiem czasu dla bliskich i ciągłym walczeniem o to by zarabiać więcej. Niezależność finansowa natomiast to stan, w którym nasza praca zarabia na nas. To moment, w którym masz wystarczającą ilość pieniędzy (dużo to pojęcie względne) jednocześnie mając dużo czasu. To stworzenie biznesu, który nie będzie wymagał naszej ciągłej uwagi i pracy, jedncześnie przynosząc nam duże zyski i poczucie wolności.
Kuba wiele podróżuje, spędza czas z rodziną, gra w golfa i prowadzi wykłady. Pracuje hobbistycznie i dobrze się przy tym bawi. Wydał kilka książek, które przynoszą mu zysk i pozwalają na takie życie. Nie jest natomiast próżny i leniwy. Swoją energię i czas ładuje w pomaganie innym i motywowanie ich do działania.
My zrezygnowaliśmy ze spotkania z innymi prelegentami na rzecz zdobycia upragnionego wpisu i zdjęcia z Kubą. :-)



Kiedy byliśmy pod sceną spotkaliśmy Krzysztofa Cybula założyciela potężnej sieci marketingowej FM group. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałam, ale jego występ również był fantastyczny. Człowiek ten ma niesamowitą swobodę i lekkość mówienia przekazując przy tym dużo wiedzy. Jego występ, choć krótki, przyciągnął uwagę wszystkich słuchaczy, którzy z przyjemnością wykonywali jego ćwiczenia. Jego doświadczenia zawodowe nauczyły go, że dobry biznes potrzebuje: pomysłu, ludzi i Ciebie. Te trzy czynniki mogą zagwarantować Ci sukces. Podobnie jak Bączek namawia do poszukiwania wolności finansowej, a nie bogactwa. Mówił również o tym, że pomaganie innym to najlepszy biznes na świecie. Im więcej dajesz, tym więcej do Ciebie wróci. Korzystając z okazji machnęliśmy sobie fotkę ;-)



O kolejnym prelegencie mówi się, że posiada najsłynniejszą kawalerkę w Polsce- Łukasz Jakóbiak. Człowiek sukcesu w pełni tego słowa znaczeniu. Jego motto brzmi: "nie ma rzeczy niemożliwych, oprócz trzaśnięcia drzwiami obrotowymi" ;-) Łukasz ma wiele marzeń, ale na marzeniu nie poprzestaje. Marzenia przekształca w cele, a cele realizuje. Zazwyczaj w bardzo niekonwencjonalny sposób. Z Łukaszem też bardzo chcieliśmy zdjęcie, ale cóż, nie udało się. Jednak nie żałuję, bo kiedyś zagoszczę w jego kawalerce! Ot co! :-)



Oprócz polskich mówców obok Nicka gościł również Les Brown. Facet, którego życie nie było usłane różami. Porzucony przez matkę, poniżany przez rówieśników, nazywany głupszym bratem (miał brata bliźniaka). Swoim życiem udowadnia, że chcieć to móc, a najważniejsze to nie dać sobie wmówić, że jest się nikim. Powoli dążył do celu i udowodnił wszystkim, że się mylili. Od 20 lat walczy z rakiem, ale mimo to jest pełen optymizmu i nadziei. Jednym z jego haseł jest: Możesz mieć lekką pracę i ciężkie życie, albo pracować ciężko i mieć lekkie życie. Jego występ był przepełniony mądrymi sentencjami i motywacją. Żałuję, że nie miałam kartki i długopisu, bo każde jego słowo było warte zapisania.

W sumie prelegentów było 10. (Nick Vujicic, Les Brown, Richard Tan, Patrick Liew, Magdalena Malicka, Robert Zagożdżon, Krzysztof Cybul, Jakub B. Bączek, Łukasz Jakóbiak, Łukasz Milewski ) Wszyscy wspaniali, wszyscy wyjątkowi. A na trybunach 30 tysięcy równie wspaniałych i wyjątkowych ludzi. Występy mówców przeplatały utwory muzyczne m.in. Artema Furmana i Kuby Jonkisza, występy taneczne i przedstawienia teatralne. Wszystkie występy były cudowne! Organizacja również perfekcyjna. Wszystko opisane, mnóstwo ludzi służących pomocą, ochroniarze, wolontariusze... Muszę szczerze pogratulować Milewski & Partnerzy organizacji tak wspaniałego wydarzenia!



Pamiętajcie! Każdy z Was jest wyjątkowy. Rodzimy się z wielkim potencjałem, który później jest w nas tłumiony. Ale to od nas samych zależy czy przełamiemy strefę komfortu i zaczniemy spełniać marzenia!
Ja mierzę wysoko i wierzę, że wszystko się uda! :-)
Pracownia MIŚKOWIEC © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka